Mix. Każde z tych obrazków niesie za sobą wspomnienia o wakacjach.
2 września 2015
28 sierpnia 2015
Everything coming up roses"
Dobra, już w Krakowie.
Kotłują się we mnie emocje. Radość, będące z tyłu głowy poddanie się, miłość do otaczającego świata i chęć naprawy go.
Jak dużo może sprawić książka. Dla jednych przypadkowa zbieranina liter, dla innych druga rzeczywistość. Dla mnie chyba... dla mnie dzisiaj i przez ostatnie parę dni dzięki "Klątwie Tygrysa" te na pozór zwykłe kartki zapisane słowami stały się dla mnie takim jakby drugim domem. Rozumiałam, co może przeżywać bohater, jednak z drugiej strony karciłam go za to. Śmiałam się jak głupia z żartów... papierowych osób. Ale nie, dla mnie były to po prostu postacie opisane na kartkach papierowej książki, co nie zmieniało tego, jak bardzo taki papierowy świat mi się podobał.
Z tych wszystkich emocji rozbolała mnie głowa, nie mogłam zasnąć, ale mimo to nadal chciałam poznawać tą rozbudzoną ze snu historię... Objawy przypominają zakochanie, lecz kto wie, może zakochałam się w tej książce.. ;)
(NIE.)
Realny świat jawi się wokół mnie, przemyka przez okna czarnego suzuki sx6. Ale wiem, że gdy nadejdzie moment, Bóg sam wskaże mi to, lub kogoś, którego mam ujrzeć.
Może to dziwne. Tak, to dziwne.
Głowa mnie boli.
Kotłują się we mnie emocje. Radość, będące z tyłu głowy poddanie się, miłość do otaczającego świata i chęć naprawy go.
Jak dużo może sprawić książka. Dla jednych przypadkowa zbieranina liter, dla innych druga rzeczywistość. Dla mnie chyba... dla mnie dzisiaj i przez ostatnie parę dni dzięki "Klątwie Tygrysa" te na pozór zwykłe kartki zapisane słowami stały się dla mnie takim jakby drugim domem. Rozumiałam, co może przeżywać bohater, jednak z drugiej strony karciłam go za to. Śmiałam się jak głupia z żartów... papierowych osób. Ale nie, dla mnie były to po prostu postacie opisane na kartkach papierowej książki, co nie zmieniało tego, jak bardzo taki papierowy świat mi się podobał.
Z tych wszystkich emocji rozbolała mnie głowa, nie mogłam zasnąć, ale mimo to nadal chciałam poznawać tą rozbudzoną ze snu historię... Objawy przypominają zakochanie, lecz kto wie, może zakochałam się w tej książce.. ;)
(NIE.)
Realny świat jawi się wokół mnie, przemyka przez okna czarnego suzuki sx6. Ale wiem, że gdy nadejdzie moment, Bóg sam wskaże mi to, lub kogoś, którego mam ujrzeć.
Może to dziwne. Tak, to dziwne.
Głowa mnie boli.
11 sierpnia 2015
Jakże łatwo
Od ostatniego obozu trochę się wydarzyło. Przede wszystkim razem z rodzicami pojechałam nad morze. Guniowie zapraszali nas już wcześniej, lecz wybraliśmy się dopiero w środę nad ranem (29.08). Pogoda przez pierwsze dwa dni była beznadziejna- chyba nigdy przez praktycznie 2 dni nie byłam tak uziemiona w domu przez zjawiska pogodowe. Próbowałam opisać te dni w zeszycie, ale jak to ze mną już jest, nie opisałam połowy z nich. Tak więc przez 2 dni trochę się nudziłam, chociaż nauczyłam się grać w remika. Miałam wielką ochotę siedzieć nad planszówkami, grać w badmintona i jeździć na rowerze, chociażby nad morze, ale z tego wszystkiego spełniło się tylko jedno i raz- w czwartek, przed grillem-zagraliśmy w "Kolejkę". Przyczyn takiego obrotu spraw można się upatrywać w tym, że nie było tam nikogo w moim wieku, który byłby bardziej atywny niż Zuza, która ciągle się wydzierała na Julkę, oraz lepiej wysportowanego od Julki.
Raz, chyba w dniu trzecim, pojechaliśmy do Koszalina, gdzie ks. Jacek "oprowadzał" nas po swoim rodzinnym mieście. Trafiliśmy akurat na otwarcie koszalińskiego parku wodnego, dlatego ubolewałam nad tym, że nie posiadam przy sobie stroju. Ale dobrze, że go nie miałam, (nie mieli go też rodzice), bo nawet gdybyśmy tam poszli, pomijając kolejkę podwójnie większą niż do lodów w Krynicy, w środku musiało być równie tłoczno. Pierwsza godzina była za złotówkę, a my akurat koło pierwszej tam byliśmy, więc po prostu byłoby za dużo ludzi (bo tata nie wydałby raczej kasy na park poza tą godziną.) OK, w Koszalinie atrakcje turystyczne (oprócz parku wodnego i podświetlanej na noc- podobno- fontanny) sprowadzały się do pielgrzymki Jana Pawła II, którą odbył podczas 3 (?) pielrzymki.
Teraz wróciłam z rekolekcji w Górach Stołowych. Było spoko: czytałam książki i bawiłam się z dziećmi. Nawet książkę dostałam: "Co gryzie nastolatków?". Hmmm..
Jutro jadę do Tylicza.
Przeczytałam Papierowe Miasta, Zrozumiałam, że własne wyobrażenia o ludziach często stają się tak rzeczywiste, że przyjmujemy je prawdziwymi. Ale to nieprawda. Każdy ma jakieś wady i zobaczymy je, kiedy przyjdzie nam z tą osobą być. Każdy coś przeżył, każdy ma coś na sumieniu. I gdy tylko sami przeżyjemy chwile cierpienia, przez szczeliny swojej osobowości dostrzeżemy co się dzieje za szczelinami innych. Jakże łatwo można dać się zwieść, wierząc, że człowiek jest czymś więcej niż tylko człowiekiem."
Raz, chyba w dniu trzecim, pojechaliśmy do Koszalina, gdzie ks. Jacek "oprowadzał" nas po swoim rodzinnym mieście. Trafiliśmy akurat na otwarcie koszalińskiego parku wodnego, dlatego ubolewałam nad tym, że nie posiadam przy sobie stroju. Ale dobrze, że go nie miałam, (nie mieli go też rodzice), bo nawet gdybyśmy tam poszli, pomijając kolejkę podwójnie większą niż do lodów w Krynicy, w środku musiało być równie tłoczno. Pierwsza godzina była za złotówkę, a my akurat koło pierwszej tam byliśmy, więc po prostu byłoby za dużo ludzi (bo tata nie wydałby raczej kasy na park poza tą godziną.) OK, w Koszalinie atrakcje turystyczne (oprócz parku wodnego i podświetlanej na noc- podobno- fontanny) sprowadzały się do pielgrzymki Jana Pawła II, którą odbył podczas 3 (?) pielrzymki.
Teraz wróciłam z rekolekcji w Górach Stołowych. Było spoko: czytałam książki i bawiłam się z dziećmi. Nawet książkę dostałam: "Co gryzie nastolatków?". Hmmm..
Jutro jadę do Tylicza.
Przeczytałam Papierowe Miasta, Zrozumiałam, że własne wyobrażenia o ludziach często stają się tak rzeczywiste, że przyjmujemy je prawdziwymi. Ale to nieprawda. Każdy ma jakieś wady i zobaczymy je, kiedy przyjdzie nam z tą osobą być. Każdy coś przeżył, każdy ma coś na sumieniu. I gdy tylko sami przeżyjemy chwile cierpienia, przez szczeliny swojej osobowości dostrzeżemy co się dzieje za szczelinami innych. Jakże łatwo można dać się zwieść, wierząc, że człowiek jest czymś więcej niż tylko człowiekiem."
13 lipca 2015
Little Worrier
Z wyjazdu wróciłam parę dni temu. Fajnie było. Pierwszy raz w historii wyjazdów mojej szkoły (tak, pojechałam na wyjazd zorganizowany ze szkoły) udaliśmy się nad morze. Bałam się, że będę musiała paradować w stroju kąpielowym przed niektórymi znanymi mi osobami, ale nie było tak źle, zwłaszcza, że odsłoniłam go w całości tylko raz- gdy mieliśmy możliwość "popływania" w morzu. (W rzeczywistości rzucaliśmy piłeczką lub się chlapaliśmy- na prawdziwe pływanie było jeszcze trochę z wcześnie; chociaż, dla kogoś naprawdę niemogącego się doczekać wejścia do wody, wejście do niej powyżej szyi i pływanie było możliwe- oczywiście pod nadzorem umięśnionego ratownika).
Co tu dużo mówić- pojechałam na ten obóz z mieszanymi uczuciami, jakby to bardziej literacko powiedzieć- ambiwalentnymi. Z jednej strony bardzo chciałam dobrze się bawić i z podekscytowaniem na niego czekałam, lecz z drugiej strony myślałam, że będzie on niewypałem; okaże się do bani, a po jego zakończeniu będę niezadowolona oraz bardziej nieszczęśliwa z powodu tego, że, jak to powtarzałam "nigdzie już nie wyjadę". Och
Niedawno (czytaj: 2h temu) wróciłam z kina. Dziwnie jest tak wybierać się do kina z koleżakami, obejrzeć film, porozmawiać, pośmiać się i wrócić. Szybko to mija.
Trochę jestem niezadowolona z tego, że tak mało pisałam o wyjeździe. Może to tylko wrażenie, ale wydaje mi się, że ten obóz był.... naprawdę spoko, hah. Reasumując, jestem zadowolona, bo poznałam nowych ludzi, praktycznie każdy dzień był dobrze zorganizowany, czasami do niego wkradała się nuda, lub nie układały się stosunki między mną, a dziewczynami w pokoju, ale.... podobało mi się.
A, i jeszcze taka uwaga: nie wiem czemu stresuje mnie jechanie gdzieś samemu autobusem lub po prostu wyjście gdzieś bez nikogo. Stresuję się, że autobus mi ucieknie i będę musiała biec (i realnie prawie zawsze biegnę. I, że ludzie patrzą się na mnie. Oraz, że... Wyobrażam sobie chyba za dużo. Proszę Cię, o Boże, spraw mi to, bym poza domem czuła się dobrze sama. Amen.
Co tu dużo mówić- pojechałam na ten obóz z mieszanymi uczuciami, jakby to bardziej literacko powiedzieć- ambiwalentnymi. Z jednej strony bardzo chciałam dobrze się bawić i z podekscytowaniem na niego czekałam, lecz z drugiej strony myślałam, że będzie on niewypałem; okaże się do bani, a po jego zakończeniu będę niezadowolona oraz bardziej nieszczęśliwa z powodu tego, że, jak to powtarzałam "nigdzie już nie wyjadę". Och
Niedawno (czytaj: 2h temu) wróciłam z kina. Dziwnie jest tak wybierać się do kina z koleżakami, obejrzeć film, porozmawiać, pośmiać się i wrócić. Szybko to mija.
Trochę jestem niezadowolona z tego, że tak mało pisałam o wyjeździe. Może to tylko wrażenie, ale wydaje mi się, że ten obóz był.... naprawdę spoko, hah. Reasumując, jestem zadowolona, bo poznałam nowych ludzi, praktycznie każdy dzień był dobrze zorganizowany, czasami do niego wkradała się nuda, lub nie układały się stosunki między mną, a dziewczynami w pokoju, ale.... podobało mi się.
A, i jeszcze taka uwaga: nie wiem czemu stresuje mnie jechanie gdzieś samemu autobusem lub po prostu wyjście gdzieś bez nikogo. Stresuję się, że autobus mi ucieknie i będę musiała biec (i realnie prawie zawsze biegnę. I, że ludzie patrzą się na mnie. Oraz, że... Wyobrażam sobie chyba za dużo. Proszę Cię, o Boże, spraw mi to, bym poza domem czuła się dobrze sama. Amen.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
